24.12.2011r., Bogatynia
Drogi Danielu!
To mój ostatni list.
Wiem, że zachowuję się jak skończony cham, w końcu na początku nawet nie
złożyłem Ci świątecznych życzeń. Dalej też ich nie znajdziesz. Ani żadnego
pozdrowienia. Bo po co pozdrawiać kogoś, kogo się żegna? Po co pisać: „Wesołych
świąt!”, skoro samemu się ich nienawidzi? Aż w końcu… Dlaczego to akurat Tobie,
miałbym życzyć czegoś dobrego?
Pamiętasz tamten
dzień? Taki sam jak dziś. Pochmurny, ciemny wieczór. Brudna, szara ulica z
resztkami już brązowego śniegu, błota i soli, oświetlona tylko jedną z
dziesięciu ulicznych latarni, o tak popsutej żarówce, że ciągle gasła, by po
chwili znów rozbłysnąć, bladym, zgniło-żółtym światłem. Prawdziwa,
świąteczno-polska pogoda, wymarzone święta... Masa brudu, zero śniegu. Wokół
pustka, żadnych ludzi, cisza. W końcu wszyscy pozostali w domach, jedli
wigilijną kolację, składali sobie życzenia, rozdawali prezenty.
Siedziałem na praktycznie obskrobanej z
farby ławce, z wyłamaną deską i paliłem papierosa. Wtedy podszedłeś do mnie.
Nie pamiętam już jak wyglądałeś, a przynajmniej – nie pamiętam tego dokładnie.
Nie napiszę ci jaki kolor moją twoje oczy. Mówiąc szczerze, to chyba nawet nie
zwróciłem na nie uwagi. Podziwiam książkowych bohaterów, którzy po roku rozłąki
pamiętają jak wyglądała osoba, jaką dane im było widzieć raz w życiu. Wiem, że
miałeś ciemne włosy, byłeś wysoki i chudy jak kościotrup. Chociaż to, że byłeś
„szkieletowały” zauważyłem dopiero później. Spytałeś, czy dam Ci ognia. Byłeś
cholernie wykończony. Czym? Nie wiem. Nie zapytałem. Jak tylko wyciągnąłem i
podałem Ci zapalniczkę, usiadłeś obok i westchnąłeś ciężko, jakbyś próbował
rozwiązać jakąś trudną sprawę. Odpaliłeś papierosa i wciągnąłeś dym do płuc.
Zapytałeś dlaczego nie świętuję. Kiedy odpowiedziałem, że jestem ateistą,
wyśmiałeś mnie. Stwierdziłeś, iż to zabawne. Bo w domach masa ateistów właśnie,
jadła sobie barszczyk z uszkami, rozdawała prezenty i śpiewała kolędy.
Powiedziałem Ci, że są słabymi ateistami, a ty pokiwałeś jedynie głową w niemym
potwierdzeniu. Co prawda nie wiem jakiego koloru były twoje oczy, niestety.
Pamiętam jedynie, że tak smutnego spojrzenia nie widziałem nigdy u nikogo ani
przed, ani po naszym spotkaniu. Wydałeś mi się odcięty od rzeczywistości,
zraniony. A to chyba ja zraniłem Ciebie najbardziej. Albo Ty zraniłeś mnie. To
w zależności z której spojrzeć strony. Każdy obwinia wszystkich na około, by
zatrzeć swoją winę.
Nie pamiętam niestety wszystkiego z naszej
późniejszej rozmowy. Jednak czas upływa, a wspomnienia zamazują się, a ja mam
słabą pamięć. Mówiliśmy coś o miłości. Miłości, która Ciebie, zżerała od
środka. Kochałeś mężczyznę. Kochałeś i bałeś się tego. Nadal go kochasz?
Chciałem Cię zapytać jeszcze wtedy, ale nie miałem odwagi. Zresztą, jak mogłem
twierdzić, że w jedną noc przestałeś darzyć go tym namiętnym, choć głupim
uczuciem? Nie pamiętam już nic z tego, jaki był ten Twój cały „wybranek serca”
oprócz tego, że nie był gejem. To chyba ja zaproponowałem Ci, że skoro obydwoje
mamy chujowe święta, to żebyśmy zapomnieli o wszystkim. Razem. Tak. To byłem
ja. Stwierdziłem, że nigdy nie byłem z drugim mężczyzną, a chciałem w życiu
spróbować wszystkiego. A przynajmniej tak Ci powiedziałem. Powód był zupełnie
inny, albo – częściowo inny. Okłamałem Cię.
Zaprosiłeś mnie do swojego mieszkania. Poszedłem
z chęcią, byle tylko o wszystkim zapomnieć. Nie powiedziałem Ci o tym, choć
powinienem. Nie powiedziałem, że właśnie dziewczyna z którą miesiąc wcześniej
się przespałem pod wpływem alkoholu, zaszła w ciążę. Nie powiedziałem, że
rodzice wyrzucili mnie z domu. Aż w końcu… Nie raczyłem poinformować Cię, iż
nie interesowały mnie w ogóle kobiety. Przespałem się raz, raz jeden jedyny z
tamtą tanią dziwką, by sprawdzić, upewnić się, czy aby na pewno jestem gejem.
Zapłaciłem jej, a sobie kupiłem rosyjską wódkę. Bez tych procentów pewnie nawet
bym jej nie dotknął. Kiedy życie mi się waliło, nie miałem dokąd iść, byłem
załamany, straciłem rodzinę, i z braku laku siedziałem samotnie wśród ciszy na
ławce przy ulicy ty.... Przyszedłeś – moja jedyna szansa, nadzieja.
Wykorzystałem Cię, twoją naiwność, twoje załamanie z powodu nieszczęśliwej
miłości, by ziścić własne pragnienia. Byłeś pierwszym mężczyzną z jakim
poszedłem do łóżka. Twoje ręce zamazują mi się z setkami innych rąk, które
dotykały mojego ciała. Co może robić szesnastoletni chłopak, którego rodzice
wyrzucili z domu? Jak myślisz, Danielu? Zostałem dziwką. Jeszcze tańszą niż ta,
której parę tygodni wcześniej płaciłem za seks. Nigdy nie widziałem swojego
dziecka. Nawet nie wiem, czy rzeczywiście żyje i czy rzeczywiście jest moje.
Mimo wszystko chciałbym Cię kiedyś jeszcze
zobaczyć, choć wiem, że to prawdopodobnie już niemożliwe. Zakochałem się w
Tobie. W jedną noc skradłeś moje serce. W następną rozerwałeś je na strzępy.
Tak, Danielu, byłem tam. Byłem pod Twoimi drzwiami i pocałowałem klamkę – nikt
mi nie otworzył. W końcu jakaś Twoja sąsiadka powiedziała mi, że jeszcze tego
samego dnia się wyprowadziłeś.
Teraz już Cię nie kocham. Tamta miłość była
szczeniackim zauroczeniem. Piszę do Ciebie ten list, chociaż nawet nie wiem,
gdzie go wysłać i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nigdy go nie
przeczytasz. Będę tam. Będę tam dzisiaj. I zostawię ten skrawek papieru na
tamtej ławce, gdzie po raz pierwszy Cię spotkałem. Chcę jednak, żebyś wiedział,
że nie idę tam jutro sam. Zdobyłem masę amfetaminy, jeszcze tylko pójdę do
apteki po strzykawkę. Już nigdy nie będę sam.
To pożegnanie, więc…
Żegnaj.
Łukasz
24.12.2011, Bogatynia
Drogi Łukaszu!
Wesołych świąt! Tak
powinienem zacząć? Ale po co mam składać życzenia prawdziwemu ateiście? To
przecież bez sensu. Zresztą… Pewnie nawet już mnie nie pamiętasz.
Byłem rozkojarzony,
zdenerwowany i zapomniałem zapalniczki. Albo inaczej… Byłem rozczarowany swoim
życiem, lekko spanikowany i po prostu się poddałem. Dosiadłem się obok Ciebie
na tej przeklętej ławce. Wyglądałeś na takiego, co pali. Wyglądałeś… Zabójczo.
Chyba nigdy Cię nie zapomnę. Twoich uroczych, ułożonych w nieładzie blond
włosów i zabójczych, zielonych oczu jak u kota. Dawno z nikim nie uprawiałem
seksu. Od razu mi się spodobałeś, więc Cię okłamałem. Chciałem zobaczyć, jak
zareagujesz na wieść, że lubię mężczyzn. Konkretnie jednego, którego wymyśliłem
oczywiście na poczekaniu. Szczerze powiedziawszy nie liczyłem na nic. No może
oprócz tego, że uciekniesz przerażony, bo na takiego, co miałby mnie uderzyć
nie wyglądałeś. Pragnąłem Cię i gdy sam od siebie zaproponowałeś mi seks
myślałem, że złapałem Pana Boga za nogi. Chyba tak się mówi, nie? Pewnie
powiedziałbyś, że jestem hipokrytą – w końcu uważałem się za ateistę. Zaprosiłem
Cię do siebie, do swojego mieszkania. A później pieprzyliśmy się. Długo i
namiętnie, nie jak zwierzęta czy przypadkowo spotkani ludzie w klubie myślący,
że im szybciej, tym lepiej. Zachowywaliśmy się jak para dobrze rozumiejących
się kochanków. Jakbyśmy byli ze sobą, a seks był przemyślanym dogłębnie
następstwem. Gadam jak popieprzony. Chyba przez przypadek zadurzyłem się w
Tobie. Nie wiem dokładnie kiedy i dlaczego. W końcu spędziłem z Tobą tylko parę
godzin. To za krótko, nieprawdaż? Przywiązałem się do Ciebie jak idiota.
Może powinienem Ci coś o sobie powiedzieć.
Może powinieneś wiedzieć, że jestem przestępcą. Że ściga mnie policja? Że muszę
uciekać z miasta? I jeszcze masa innych „że”. Wiesz co, Łukaszu? Ciekawi mnie,
czy przyszedłeś jeszcze kiedykolwiek do tamtego mieszkania. Czy podobało Ci się
to tak, jak mnie? Jestem debilem. Często myślałem o Tobie siedząc w Niemczech.
Rozpamiętywałem nasze długie, namiętne pocałunki, to, jak brzmiałeś, gdy w
Ciebie wchodziłem, wszystko. Powoli oszalałem, a ten list jest tego dowodem.
Rok po naszym spotkaniu stwierdziłem, ze nie
wytrzymał. Właśnie siedzę w pociągu do Zgorzelca, stamtąd pojadę autobusem do
Bogatyni. Chcę jeszcze raz zobaczyć tamto miejsce, tę obskurną, paskudną ławkę
i sprawdzić, czy ta przeklęta latarnia nadal ledwo działa.
Daniel

Niedopowiedziana historia :P Aż mnie ciekawi co będzie potem, czy Daniel znajdzie list, czy Łukasz dednie? A może się spotkają, mmm? ^^
OdpowiedzUsuńThx very much for the gift xD
No raczej się spotkają, ale co tam się stanie? Cóż... Historyjka nie bez powodu jest niedopowiedziana XD. Tylko ty i twoja wyobraźnia.
OdpowiedzUsuńA i... Zapomniałabym - ta lampa jest idealna! XD
OdpowiedzUsuńTo się cieszę ^^
Usuń