24 grudnia 2012

Odwaga



Słówko od autora:

Opowiadanie dedykuję Leśnemu Ptakowi :)

Poniższą historyjkę wymyśliłam parę lat temu, dla siebie, aby wzruszyć się w czasie Świąt :) Poniżej przeczytacie bardzo zmodyfikowane opowiadanie...
W opowiadaniu przewijają się treści z dwóch pamiętników: "Pamiętniczek Elia" oraz "Pamiętniczek Feliksa".

Miłego czytania!


***

24 grudnia, 19:40

Mój domek


Skończyliśmy ładować potężny wór prezentów na sanie Świętego Mikołaja. Mieliśmy przy tym dużo pracy, bo świątecznych paczek było więcej, niż w zeszłym roku! Chyba dzieci zrobiły się grzeczniejsze.


Kiedy nasza grupa — ta od przygotowywania sań, rozeszła się w poszukiwaniu kolejnych zajęć, ja przeszedłem się do stajni. Droga była nieco długa, a że padał śnieg, naciągnąłem na głowę moją ukochaną czapkę, taką długą, w pomarańczowo-różowe prążki i z zielonym pomponem na końcu. W stajniach było głośno, podobnie jak w zagrodach. Część Elfów krzątała się przy uprzężach, część przy reniferach. Istne szaleństwo!
W tłumie wypatrzyłem Feliksa. Podnosił z Garkiem i Meelem jedno z ozdobnych jarzm. Po chwili założyli je na grzbiet renifera, chyba Błyskawicznego. Potem poprowadzili go do zaprzęgu, gdzie stały już Złośnik, Kometek i Amorek. Jeszcze przez jakiś czas obserwowałem ich pracę.
Parę chwil później, sanie z zaprzęgiem reniferów zostały przyprowadzone do pasa startowego, wraz z nim zgromadziły się wszystkie Elfy. Święty Mikołaj z Panię Mikołajową również się zjawili i obdarowali wszystkich zgromadzonych małymi upominkami. Gdy odbierałem swój prezencik, Mikołajowa szepnęła mi, prócz standardowych życzeń, abym był odważny.
Zaraz po tym, jak ostatni Elf dostał prezent, Mikołaj zarządził wylot. Wszyscy razem pożegnaliśmy go i życzyliśmy szczęśliwej drogi.

Mikołajowa życzyła mi odwagi, więc spróbowałem...

Wśród radujących się Elfów odszukałem Feliksa. Skrobał pospiesznie w swoim pamiętniczku — każdy Elf ma pamiętnik, dostajemy je na pierwszą Gwiazdkę, a potem co piątą. Postanowiłem odczekać w znacznej odległości, aż skończy pisać. Im dłużej stałem w wirującym tłumie, tym bardziej się denerwowałem. Serduszko mi biło jak nigdy, a ręce drżały. Przecież miałem cieplutkie rękawice! Poczułem też, jak mi zasycha w gardle.

Feliks zamknął nagle pamiętniczek. Postanowiłem podejść i zapytać, czy przyjdzie do mnie na przyjęcie. Wprawdzie wysłałem do niego zaproszenie, podobnie jak do innych, ale chciałem mieć pewność. Może chociaż wpadnie na chwilę? Dzieliły nas już tylko dwie osoby. Obszedłem je i stojąc za plecami mojego mojej miłości, wypowiedziałem jego imię.
— Feliks! — to nie był mój głos. — Feliks! Słuchaj, Baldina kazała przekazać, że jej przyjęcie odbędzie się o pół godzinki później, ponieważ szanowna gospodyni idzie wcześniej na krótką wizytę do Pani Mikołajowej — mówił niski, niebieskowłosy Elfik.
— Hej, hej! Dziękuję za informacje! — odparł serdecznie Feliks. Nagle odwrócił się, troszkę zbyt gwałtownie, i wpadł na mnie. — Ojejku! Przepraszam! Za szybko się odwróciłem.
Nie byłem w stanie odpowiedzieć. Chciałem, żeby przyszedł do mnie na wspólne świętowanie, ale skoro idzie na inną zabawę, to pewnie nie znajdzie czasu... Z tego co wiem, przyjęcia u Baldiny należą do najznakomitszych, w końcu należy do Mistrzów Ceremonii.
— E-elio! Co za niespodzianka! — uśmiechał się krzywo. — Tak dużo się dzieje w Święta, że już nie wiem co poradzić. — Poprawił swoją granatowo-złotą czapkę i owinął się szczelniej kolorowym szalikiem.
Ocknąłem się dość szybko, kiedy poczułem piekące od rumieńców policzki.
— Hej, hej, Feliksie! J-ja też nie wiem, to jest wiem! — dodałem zawstydzony. — Muszę szykować się...
— Oj tak! Ja też.
Popatrzyłem nieśmiało w jego złociste oczy. Patrzył na mnie, dlatego momentalnie odwróciłem wzrok.
— To, Wesołych Świąt! — krzyknąłem wesoło i uciekłem. To było silniejsze ode mnie. Nie potrafiłem się przemóc!

Skoro już jest zaproszony...

W końcu niektórzy z nas dostają po kilka zaproszeń. W nocy, w której Święty Mikołaj rozwozi prezenty, my Elfy świętujemy zakończenie całorocznej pracy nad upominkami. W wielu domach odbywają się huczne przyjęcia, niekiedy trwają godzinę, innym razem aż do rana. Po ulicach krąży mnóstwo mieszkańców, śpieszą się na kolejne zabawy, lub wracają do swoich domów, aby przygotować własną uroczystą kolację. Zawsze jest wielkie zamieszanie, ale i tak, wszystko kończy się pomyślnie. Chociaż, może nie wszystko. U mnie zjawiają się tylko najbliżsi, rodzina i parę kolegów z pracy. (Normalnie zajmuję się obliczaniem poziomu grzeczności danego dziecka, trwa to przez cały rok. Do przygotowywania sań Świętego Mikołaja zgłaszam się na ochotnika.) Jednak współpracownicy nie bawią zbyt długo, rodzina z resztą też, chociaż jej akurat nie mogę winić. Dziadkowie oraz moi siostrzeńcy i bratankowie nie są w stanie siedzieć do późna w nocy. Co do kolegów, oni też mają swoich bliskich.

Koniec marudzenia! Muszę przygotować przyjęcie!


24 grudnia, 19:12
Chwila po startowaniu


Święty Mikołaj właśnie pojechał rozdawać prezenty! Tak długo na to czekaliśmy, wszędzie słyszę radosne piosenki i śmiechy! Kocham Święta!

Drogi Pamiętniczku, ten rok jest wyjątkowy! Dostałem od pary mikołajowej amulet! Nie do końca rozumiem, o co chodzi, ponieważ wisiorek nic nie przypomina, jest jakiś dziwny. Mimo to, założę go na dzisiejsze świętowanie. Czuję, że coś się wydarzy!

Do zrobienia:
— przygotować prezenty,
— znaleźć moją ukochaną złoconą czapkę, tę w gwiazdki, z czerwonym dzwoneczkiem przy pomponie,
— nie zapomnieć o świeczkach!!!
— i... wziąć jemiołę.
Pewnie będę się stresował tak jak w zeszłym roku i zapomnę o połowie rzeczy.



24 grudnia, 20:20

Mój domek



Skończyłem przygotowywania. Wielki stół jest zastawiony potrawami, w kominku trzaska wesoło ogień, choinka pośrodku saloniku błyszczy się tysiącami barw i migocze od malutkich świeczuszek. Już niedługo przyjdą goście.
Wszystko gotowe. Siedzę sobie wygodnie w moim ukochanym fotelu, nogi opieram na podnóżku. Mam nowe buciki, fioletowe ciżemki z mocno zakręconymi czubkami i malutkimi dzwoneczkami przy sznurowaniu. Cały strój mam nowiutki, specjalnie zamówiony! Fioletowy kubraczek i spodenki w złocone haftki, pomarańczowo zielone pończochy, żółtą koszulinę, różowe rękawiczki z miniaturowymi dzwoneczkami i — oczywiście — długa czapka w paski w kolorze reszty ciuszków, z dwoma pomponikami i dwoma złotymi dzwonkami.
Już się nie mogę doczekać! Oh! Ktoś zapukał do drzwi!


24 grudnia, 23:30
Mój domek



Było wspaniale! Było... Goście bawili się dobrze. Ja bawiłem się naprawdę cudownie, mimo iż obsługiwałem wszystkich. Goście? Rodzice wyszli jako pierwsi, w tym roku zaprosili ich starzy znajomi. Potem pożegnali się koledzy z pracy, też mieli sporo przyjęć przed sobą. Moje rodzeństwo i kuzynka Clara, kilkoro z nich z drugimi połówkami i dziećmi, prawie wszyscy zostali do 23:00. Przed chwilą zamknąłem drzwi za Ellynem. Jest najmłodszy z mojego rodzeństwa i chodzi jeszcze na nauki, potem jestem ja, Eiia, bliźniacy Eym i Eim, na koniec najstarsza siostra — Eiyam.

W Święta nie dostaję zaproszeń. Nie chadzam na przyjęcia świąteczne, zawsze sam wyprawiam, bo chcę aby mnie poważano. Ten kto potrafi wyprawić wielkie przyjęcie, czyli takie, z którego nikt do rana nie wychodzi, jest nominowany do Mistrza Ceremonii! A to wielkie wyróżnienie. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę liczyć na rodzinę i tych kilku znajomych. Mam nadzieję, że wkrótce na moje zaproszenia odpowie więcej Elfów.

Poczekam jeszcze trochę. Pewnie zjawią się spóźnieni goście!

Oh, zapomniałbym o tym zapisać! Synek i córeczka Eima zaśpiewali bardzo śliczną piosenkę!
(...)


24 grudnia, 01:15
Ulica Karmelkowa


Jest bardzo, bardzo, bardzo zimno! Pada śnieg! Wieje mroźny wiatr! Mam nadzieję, że jest tak tylko u nas, a nie tam, gdzie lata Święty Mikołaj.

Szukam domu Elia, ale w tej zamieci nic nie widzę. Ręce mi odmarzają!



24 grudnia, 01:35

Ulica Karmelkowa 53


Czy to Elio? Płacze!



24 grudnia, 03:40

Ulica Karmelkowa 53


Korzystam z chwili odpoczynku. Elio leży tuląc się do mnie. Wygląda tak słodko, że nie wiem nawet jak to opisać, żeby wyrazić to rozkoszne uczucie w serduszku!
Ojej! Ale wszystko po kolei! Od samego początku!

Znalazłem domek Elia. Ojej, teraz jestem tak szczęśliwy, a wtedy doznałem takiego smutku...
Na początek podszedłem do okienka, żeby zobaczyć, czy zabawa trwa, czy może Elio poszedł już spać. Przykleiłem nos do szyby i wyostrzyłem wzrok. W środku było ciemno, zaledwie dwa miejsca dawały światło — słaby ogień w kominku oraz samotnie stojąca świeczuszka na wielkim stole. Serce podeszło mi do gardła. Płomyk świeczki rzucał mdłe światełko na siedzącą obok postać. Biedny Elio, pomyślałem, jak mi było przykro. Opierał się o blat stołu, twarz miał schowaną w ramionach. Drżał? Przybliżyłem czoło no szyby, moje obawy się potwierdziły. Elio trząsł się, może z zimna? Czy spał?
Przełknąłem gulę w gardle i pospieszyłem do drzwi. Zapukałem kilka razy. Nic, zupełna cisza. Zapukałem ponownie, natarczywiej. Już chciałem wrócić do okna i tam postukać w szybkę, kiedy nagle usłyszałem szczęk zasuwy. Drzwi skrzypnęły przyjaźnie, a przede mną ukazał się gospodarz domu.
— Tak? — zapytał zachrypniętym głosem.
— Wesołych Świąt! — pozdrowiłem go radośnie, jakby nigdy nic. — Mam nadzieję, że jeszcze... — poczułem jak ogania mnie lęk. Zacząłem się wstydzić, nawet nie wiem dlaczego. — Zaproszenie jest aktualne, prawda? — dokończyłem dukając sylaby.
Elio milczał. Stał w mroku chatki, przez co widziałem tylko drżący zarys jego ciała.
— No tak! Zapomniałem! Jest tak zimno... że, no wiesz... — szybko wyłuskałem z sakiewki bielutką świeczkę i zapałki. Kiedy płomyczek zamigotał, uniosłem świeczkę na otwartych dłoniach i rzekłem: Pragnę, by i mój płomyk zabłysł na Twym stole! To pozdrowienie używamy tylko w dzień Świąt.
— Elio, Pragnę by mój... — zacząłem powtarzać, lecz umilkłem raptownie, gdy tylko spojrzałem na Elfa.
Stał w lekkim rozkroku, z palcami skierowanymi do wewnątrz, rękoma miętolił dolną część kubraczka, był lekko zgarbiony, jego ciałko dygotało, głowę miał opuszczoną. Powstrzymywał się od płaczu, mimo to łzy spływały po jego policzkach.
— Pragnę, by i mój płomyk zabłysł na Twym stole. — Uważając na świeczkę, podszedłem do Elia i przytuliłem go. Podskoczył gwałtownie. — Przepraszam.
— Zi-zimny jesteś.
Zaśmiałem się.
— Bo widzisz, szukałem Twojego domku, a w tej śnieżycy było mi trudno!
— Ojej, to szybko, do-do środka! — wciągnął mnie za sobą i zamknął drzwi. — Ro-rozgość się, proszę. Ja zara-az wrócę. — Zniknął mi z oczu nim się obejrzałem. Tak bardzo się wzruszyłem, że i mnie zachciało się płakać.
Po krótkiej chwili odnalazłem pokój ze stołem. Usiadłem przy nim i postawiłem świeczkę naprzeciwko siebie. Elio wrócił szybciej, niż sądziłem. Zapalił światła i włączył na gramofonie przyjemną melodyjkę. Następnie usiadł obok mnie i zapytał, czy mam ochotę na coś do picia.
— Poproszę o... szklankę kompotu. I twoją najsłodszą specjalność. Uwielbiam słodycze!
— Proszę bardzo. — Jego szczery uśmiech wydał się wręcz karykaturalny do zapuchniętych czerwonych oczu i bladych policzków.
Zjedliśmy łakocie, których przecudownego smaku nigdy nie zapomnę. Pod koniec ucztowania zapytałem niepewnie, czy przyjdą jeszcze jacyś goście. Kiedy spojrzałem ukradkiem na Elia, poczułem na jego widok ukłucie w sercu. Odparł: Sądzę, że i tym razem nie.
— Och! — wyrwało się w moich ust.
— Ale, ale nie jest źle! Byli tu moi bliscy, rodzice, rodzeństwo, kuzynka i parę znajomych z pracy! Było naprawdę sympatycznie! Bawiliśmy się bardzo fajnie! Siostrzenica i siostrzeniec zaśpiewali ładniutką piosenkę.
— To się cieszę. — Posłałem mu uśmiech.
— Oh, to... chcesz może zobaczyć mój dom?
Dlaczego tak nagle zmieniłeś temat? Pomyślałem smutno.
— Chętnie, prowadź. Haha, ale na drogę wezmę sobie tego pierniczka! — wybrałem pięknego piernika w kształcie serca.
Rozsieliśmy się w saloniku. Elio zaproponował mi swój ukochany fotel, który był duży, doskonale wyprofilowany, mięciutki, milutki. Gospodarz, nim usiadł na podnóżku, dodał więcej drewienek do kominka. Było tak przyjemnie, że nie widziałem potrzeby w robieniu czegokolwiek. Wystarczyło samo siedzenie i nic nierobienie. Myliłem się! Elio poprawił nastrój chwili jeszcze mocniej. Zaczął opowiadać fantastyczną baśń, która była tak piękna i wzruszająca, że nie potrafiłem wyobrazić sobie piękniejszego dnia.
—To był mój prezent... dla Ciebie, Feliksie.
— Bardzo dziękuję, Ellio.
Zapatrzyłem się na niego, jak klęczał na podnóżku, niczym mały piesek ze spuszczonym łepkiem. Na jego policzkach pokazały się rumieńce.
— Elio, ja... — zaciąłem się. — Co dostałeś w tym roku od Mikołaja?
— Oh, oh, ja nie wiem! — złapał się za głowę. — Zaraz, zaraz zobaczę. — Pogrzebał chwilkę w kieszonce spodenek i wyjął zawiniątko.
— Chodź obok mnie! — zrobiłem mu miejsce na fotelu.
Kiedy usiadł, odwrócił się do mnie z jeszcze większymi rumieńcami i poprosił, abym nie patrzył, bo on chce pierwszy się dowiedzieć, co dostał. Zamknąłem oczy.
— Co to może być? — usłyszałem. — Wisiorek? Jakiś dziwny... — w tym momencie poczułem przyjemny skurcz w żołądku.
— Mogę popatrzeć?
— Tak, spójrz!
Przed oczyma zawisł mi amulet, prawie taki sam jak mój. Ściągnąłem z szyi własny i uniosłem na wysokość tego Elia. Oba wisiorki zaczęły się świecić i poruszać! I nagle przyciągnęły się do siebie, coś pykło i wokół medalików pojawił się dymek! Spróbowaliśmy cofnąć dłonie, ale wisiorki były mocno połączone! Razem tworzyły przepiękną śnieżynkę.
— Jejku! Jakie to śliczne! — wydał zduszony okrzyk Elio.
— Prześliczne! — objąłem Elia wolnym ramieniem i przytuliłem mocno.

Potem wszytko potoczyło się tak nagle, tak niespodziewanie, że nie potrafię spokojnie usiedzieć to pisząc.

Elio popatrzył na mnie, ja na niego, nasze twarze nagle spoważniały. Przez chwilkę patrzyliśmy sobie w oczy, a potem bez słowa zbliżyliśmy się, nasze usta się musnęły. Nie wytrzymałem napięcia i przygarnąłem do siebie Elia, mocno tuląc go do siebie, jakby miał zniknąć.
— Feliks, Feliks! To nie bajka? Powiedz, że to prawda!
— To prawda, mój kochany Elio! To nie bajka!
— Nie potrafię uwierzyć! — wyłuskał się z moich objęć i chwycił mnie za ramiona. W jego oczach ujrzałem determinację i szczerą radość. — Naprawdę...
— Elio, ja od bardzo dawna... od bardzo dawna. Zawsze coś nie wyszło...
— Ja od bardziej dawna! Od zawsze... Jestem tchórzem...
— Ja większym!
— Nie, to ja... Nigdy nie miałem odwagi, by chociaż porozmawiać.
— A ja zawsze wymyślałem wymówki...
Ta wyliczanka trwałą dłużej. Skończyła się naszym wybuchem śmiechu.

Oh, pamiętniczku, później...

Od tego śmiechu prawie spadłem z fotela, dlatego usiedliśmy pomiędzy choinką a kominkiem, na mięciutkim dywanie. To znaczy, uklękliśmy jak wcześniej Elio na podnóżku.
Założyłem nam na szyje nasze połączone wisiorki i pocałowałem Elia. Pocałowaliśmy się bardziej, tak że językami też się dotknęliśmy! I było to bardzo przyjemne, tak bardzo, że na dłuższy czas zapomniałem o całym świecie. Kiedy otworzyliśmy oczy i oderwaliśmy się od siebie, zobaczyłem, jak Elio spogląda na mnie wstydliwie.
— Feliksie... — zbliżył się do mnie, aż jego kolano dotknęło mojego krocza i vice versa. — Ja coś czuję.
— Ja też. — Coś mną pokierowało, jakaś nieznana siła. Nie wytrzymałem i pchnąłem Elia na podłogę. Zawisłem nad nim z kompletnym oszołomieniem. Co robić?
Przyciągnął mnie do pocałunku, przez co położyłem się na nim. Jak na zawołanie jęknęliśmy. Obaj nacisnęliśmy na nasze ...spodenki. Nawet nie wiem kiedy zaczęliśmy poruszać pupami. Ocieraliśmy się o siebie jak dwa milusińskie kotki. Po pewnym czasie Elio stęknął mi w usta, na co odsunąłem się. Nasze biodra poruszały się coraz szybciej, i szybciej...
— Gorąco mi... — dyszał pode mną.
— Mi też. Ale nie umiem przestać!
Gwałtownie mnie objął i stęknął przeciągle. Widząc jego przepełnioną rozkoszą minę poczułem nagłe napięcie, w moich spodenkach zapulsowało, poczułem gorąc i nagłe uniesienie. Opadłem zdyszany na w objęcia Elia.
Leżeliśmy długo, potem przeszliśmy do łóżka.

Pisząc to czuję, jak moje policzki palą się od rumieńców!



25 grudnia, 11:12

Mój domek



Obudziłem się kilka minut temu. To nie był sen, to nie był sen!
Feliks leży tu obok i obejmuje mnie ramieniem! Jego włosy są poczochrane jak u małego psiaka!— Feliksie, Feliksie...
— Mmm...
— Kocham cię.
— ...! — Feliks otworzył zaspane oczy i oznajmi z uśmiechem: — Ja ciebie też kocham, Elio. Od teraz spędzimy każde święta razem.

Tak bardzo się wzruszyłem, bo nadal nie mogłem uwierzyć. To było takie piękne...


25 grudnia, 11:17

Domek Elia


Będę chronił i opiekował się moim kochanym Elio.
W jego serduszku jest jeszcze dużo łez.
Zrobię wszystko, żeby te łzy wypłynęły z radosnych powodów!

***
Tym oto "łzawym" akcentem kończę świąteczne opowiadanie ^^

Życzę Wam tego, czego pragniecie!
Mot

3 komentarze:

  1. Opowiadanie zajebiście słodkie. Nie przepadam za takimi, ale te jakoś szczególnie przypadło mi do gustu. Cudnie wykreowane postacie (niedoświadczone "dzieciaki" XD). Pomysł z pisaniem pamiętnika przez każdego elfa też dobry.
    Pozdrawiam i dziękuję za świąteczny prezent!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama się dziwię, że kiedyś coś podobnego napisałam o.0 Hehehe, nie ma to jak sweeeetaśna historyjka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie twój blog bardzo ale to bardzo mi się podoba":D" czekam na więcej.Zapraszam też do do komentowania i czytania moich opowiadań o The GazettE http://rukiuruha.blog.onet.pl/2011/06/22/tajemnica-jeziora-snow/ ,
    http://smutneopowiadaniaothegazette.blog.onet.pl/
    Pozdrawiam serdecznie Ruki29

    OdpowiedzUsuń